Zawładnęła mną moc piekielna
Odebrała rozum, zniszczyła serce
Tracę wspomnienia, przeistaczam się w inną osobę
Szukam zabawienia, w tę ostatnią dobę
Za chwilę zniknę całkowicie
Nie poznam mnie już nikt o świcie
Z pierwszym słońca promieniem, zniszczę własne istnie
Krwistym spojrzeniem będę patrzeć na świat
Oszukam ludzi, będę jak kat
A ciepła ciecz czerwona, będę nektarem kiedy będę spragniona
Mój dotyk otulał będzie ciała, tych dosięgnie ma chwała
Zatracę się w tym doznaniu na wieki
Mój koniec jest jeszcze zbyt daleki
Nikt nie zdoła zniszczyć wampirzej krwi
Po klątwa która na mnie tkwi…
piątek, 25 grudnia 2009
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Magia świąt
Tego dnia, zasnęłam otulona ciepłą atmosferą świąt
Czując na policzku ciepło matczynych rąk
Tego dnia po raz ostatni zobaczyłam brudną postać ziemi
Bo gdy się obudziłam, śnieg zalegał z wszech stron
Przykleiłam nos do szyby, obserwując iskrzący się puch
Tak pięknie się mienił, przy świetle promieni słonecznych
Tylko tego mi brakowało by zatonąć w świątecznym doznaniu
Poczuć miłość bliskich, pomóc samej sobie w jej okazywaniu
By dzieląc się opłatkiem, w wigilijny wieczór, szczerze uśmiechnąć się
Podać rękę przybyszowi na którego czeka specjalne miejsce
Skacząc po śniegu i lepiąc bałwany, z siostrą, która zawsze obok jest
Cieszę się szczęściem rodzinnym, i czekam na sztucznych ogni deszcz
Bo gdy on nadejdzie Nowy Rok przywita nas, usypiając powszednich lat czas
Czując na policzku ciepło matczynych rąk
Tego dnia po raz ostatni zobaczyłam brudną postać ziemi
Bo gdy się obudziłam, śnieg zalegał z wszech stron
Przykleiłam nos do szyby, obserwując iskrzący się puch
Tak pięknie się mienił, przy świetle promieni słonecznych
Tylko tego mi brakowało by zatonąć w świątecznym doznaniu
Poczuć miłość bliskich, pomóc samej sobie w jej okazywaniu
By dzieląc się opłatkiem, w wigilijny wieczór, szczerze uśmiechnąć się
Podać rękę przybyszowi na którego czeka specjalne miejsce
Skacząc po śniegu i lepiąc bałwany, z siostrą, która zawsze obok jest
Cieszę się szczęściem rodzinnym, i czekam na sztucznych ogni deszcz
Bo gdy on nadejdzie Nowy Rok przywita nas, usypiając powszednich lat czas
poniedziałek, 2 listopada 2009
Spowiedź chorej duszy
Zniknę- jak wszystko
Zgasnę- jak świeczka
A choroba wypali mnie od środka
Ogniem mej własnej świecy życia
Szuka zrozumienia, a wszyscy patrzą z trwogą
Od dnia narodzin wyciąga rękę ku niebu
Szukając tam Boga, spoglądając ku niemu
Małą rączkę po raz pierwszy w kołysce uniosła
Błękitem swych oczek, liczył chmury, łatając w nich błękitne dziury
To było kiedyś a przeszłość już nie ma znaczenia
Teraźniejszość to czas służący do zmylenia,
bo skoro koleją minutę przeżyła, dlaczego czasem skonania miałaby być następna chwila?!
A na przyszłość nawet nie liczy, w przyszłości widzi jedynie miliony zniczy
I marmurową płytę oraz łez strumienie
Tej choroby już przezwyciężyć nie zdoła
Taka jest jej dola
Urodziła się piętnem naznaczona, a jej dusz została opanowana przez demona
I ból, ten nieskończony rozciągający się po całym ciele
z tym bóle odejdzie, w ostatnim tchnieniu przeprosi że nie była wystarczająco silna by wykonać to, o co ją Bóg poprosił…
Zgasnę- jak świeczka
A choroba wypali mnie od środka
Ogniem mej własnej świecy życia
Szuka zrozumienia, a wszyscy patrzą z trwogą
Od dnia narodzin wyciąga rękę ku niebu
Szukając tam Boga, spoglądając ku niemu
Małą rączkę po raz pierwszy w kołysce uniosła
Błękitem swych oczek, liczył chmury, łatając w nich błękitne dziury
To było kiedyś a przeszłość już nie ma znaczenia
Teraźniejszość to czas służący do zmylenia,
bo skoro koleją minutę przeżyła, dlaczego czasem skonania miałaby być następna chwila?!
A na przyszłość nawet nie liczy, w przyszłości widzi jedynie miliony zniczy
I marmurową płytę oraz łez strumienie
Tej choroby już przezwyciężyć nie zdoła
Taka jest jej dola
Urodziła się piętnem naznaczona, a jej dusz została opanowana przez demona
I ból, ten nieskończony rozciągający się po całym ciele
z tym bóle odejdzie, w ostatnim tchnieniu przeprosi że nie była wystarczająco silna by wykonać to, o co ją Bóg poprosił…
niedziela, 25 października 2009
Pozwól zapomnieć
Za długo me serce krwawi
Zbyt długo samotność ostrzem swym me serce rani
Nie mam już sił walczyć ze światem
Świat stał się dla mnie katem
A wszystko co mnie otacza stało się narzędziem by życie swe stracić
We wszystkim widziałam mordercę, a tym najskuteczniejszym były twe ręce
Te sam, które nocami mnie pieściły, te sam które po raz pierwszy mnie uderzyły
Pozwól zapomnieć, że cię kochałam
Pozwól zapomnieć, że to przez ciebie jest ta rana
Pozwól, oszczędź mi kolejnej blizny, nie na ciele lecz w duszy
Ten siniak jest tam za duży…
Ja odejdę, Ty zostaniesz
Przed bramą niebios stanę i będę błagać o zrozumiane
By Bóg wybaczył mi samobójstwo, by wybaczył wylanych łez strumienie…
Zbyt długo samotność ostrzem swym me serce rani
Nie mam już sił walczyć ze światem
Świat stał się dla mnie katem
A wszystko co mnie otacza stało się narzędziem by życie swe stracić
We wszystkim widziałam mordercę, a tym najskuteczniejszym były twe ręce
Te sam, które nocami mnie pieściły, te sam które po raz pierwszy mnie uderzyły
Pozwól zapomnieć, że cię kochałam
Pozwól zapomnieć, że to przez ciebie jest ta rana
Pozwól, oszczędź mi kolejnej blizny, nie na ciele lecz w duszy
Ten siniak jest tam za duży…
Ja odejdę, Ty zostaniesz
Przed bramą niebios stanę i będę błagać o zrozumiane
By Bóg wybaczył mi samobójstwo, by wybaczył wylanych łez strumienie…
środa, 21 października 2009
Zamknięte oczy
Ludzie mówią, że z zamkniętymi oczami podążam przez życie
Że nigdy ich otwieram nie o świcie tak jak robą to inni
Że nigdy nie zamykam ich o zmroku, bo w tym stanie trwają wciąż
Może mają racje i po omacku szukam celu życia
Potyka się nie ustanie, stajać się nie do życia
Poobijania i zakrwawiona wciąż na przód gnam
Nadejedzie dzień gdy ostatniego siniaka zaliczę
Życie uderzy prosto w policzek i złamie kolejną kość
I to będzie ostanie cios, co będzie potem niech zdecyduje los
Że nigdy ich otwieram nie o świcie tak jak robą to inni
Że nigdy nie zamykam ich o zmroku, bo w tym stanie trwają wciąż
Może mają racje i po omacku szukam celu życia
Potyka się nie ustanie, stajać się nie do życia
Poobijania i zakrwawiona wciąż na przód gnam
Nadejedzie dzień gdy ostatniego siniaka zaliczę
Życie uderzy prosto w policzek i złamie kolejną kość
I to będzie ostanie cios, co będzie potem niech zdecyduje los
niedziela, 4 października 2009
Wyniszczająca monotonność
Stróżka alkoholu po brodzie spłynęła
Którym tabletki przepiła
Mając nadzieję że ustnie
Że minie migrena, która rozsadza jej głowę
To raczej ból samotności
Najlepiej niech się już nie budzi
Niech zaśnie
Niech nikt ją nie cuci
Weźmie więcej tabletek
Może to pomoże
Zamknie powieki
Szepcząc: nie ratuj mnie Boże…
Weźmie garść
Przecież to nie boli
Nie piecze, nie niszczy-tylko ból koi
W krwawym pocałunku odejdzie z planety
Zdąży zasunąć rolety
By nikt jej nie przeszkadzał
Nie uniesie reki błagając o pomoc
Nie otworzy ust prosząc o nią
Zrozum człowieku Ona już dużej nie wytrzyma
Już nic jej przy życiu nie trzyma
Właściwie nic nigdy nie trzymało
Tylko odwagi nic nie dawało
Teraz kiedy powoli zasypia
Nie przeszkadzaj jej,
Niech zaśnie wiecznym snem
Którym tabletki przepiła
Mając nadzieję że ustnie
Że minie migrena, która rozsadza jej głowę
To raczej ból samotności
Najlepiej niech się już nie budzi
Niech zaśnie
Niech nikt ją nie cuci
Weźmie więcej tabletek
Może to pomoże
Zamknie powieki
Szepcząc: nie ratuj mnie Boże…
Weźmie garść
Przecież to nie boli
Nie piecze, nie niszczy-tylko ból koi
W krwawym pocałunku odejdzie z planety
Zdąży zasunąć rolety
By nikt jej nie przeszkadzał
Nie uniesie reki błagając o pomoc
Nie otworzy ust prosząc o nią
Zrozum człowieku Ona już dużej nie wytrzyma
Już nic jej przy życiu nie trzyma
Właściwie nic nigdy nie trzymało
Tylko odwagi nic nie dawało
Teraz kiedy powoli zasypia
Nie przeszkadzaj jej,
Niech zaśnie wiecznym snem
wtorek, 29 września 2009
~***~
Trzask drzwi przeraźliwie rozniósł się po okolicy
A ciche łkanie zostało przez niego stłumione
~.~.~.~
Przed małym domkiem dziewczyna siedziała
Cicho łkała
Z pozoru normalną osobą była
Która miłości nie doświadczyła
Lecz psychicznie kaleka jest
Ręce pocięte- od łokci w dół
Kochała ten ból i widok krwi, która tak kusząco się lśni
Przy blasku księżyca zawsze to robiła
Płakała i się szpeciła
Żyleta swe zadanie spełniała,
cięła skórę, a krew wypływała
Słone łzy na rany kawały, piekły-ale nie zabijały
Kilka lat to trwało,
Do momentu aż naprawdę zabolało
Brak miłości i ciągłe pogardzanie
Oraz codzienne morze łez wylewanie
Skłoniło do czynu niewybaczalnego
Pewnej nocy za mocno na żyletkę nacisnęła
W ten sposób swój żywot zakończyła
Dziewczyna…
…która marzeń stos posiadała
Za maską obojętności, uśmiech ukrywała
Na białym dywanie duża krwi plama
Tak odeszła, już więcej nie cierpiała
Ta kałuża krwi po niej pozostała
Nic więcej, jedynie krwi plama…
A ciche łkanie zostało przez niego stłumione
~.~.~.~
Przed małym domkiem dziewczyna siedziała
Cicho łkała
Z pozoru normalną osobą była
Która miłości nie doświadczyła
Lecz psychicznie kaleka jest
Ręce pocięte- od łokci w dół
Kochała ten ból i widok krwi, która tak kusząco się lśni
Przy blasku księżyca zawsze to robiła
Płakała i się szpeciła
Żyleta swe zadanie spełniała,
cięła skórę, a krew wypływała
Słone łzy na rany kawały, piekły-ale nie zabijały
Kilka lat to trwało,
Do momentu aż naprawdę zabolało
Brak miłości i ciągłe pogardzanie
Oraz codzienne morze łez wylewanie
Skłoniło do czynu niewybaczalnego
Pewnej nocy za mocno na żyletkę nacisnęła
W ten sposób swój żywot zakończyła
Dziewczyna…
…która marzeń stos posiadała
Za maską obojętności, uśmiech ukrywała
Na białym dywanie duża krwi plama
Tak odeszła, już więcej nie cierpiała
Ta kałuża krwi po niej pozostała
Nic więcej, jedynie krwi plama…
Wampir
Kiedy słońce już na krańcu horyzontu znajduje się…
Kiedy bursztynowe niebo ciemnieje…
Gdy noc się z dniem mija
Ona zabija…
Czerwień krwi, błyszczy w świetle księżyca
Słychać krzyk niewinnych ofiar
Ona litości nie ma
Spragniona krwi…
Wędruje przy świetle gwiazd
Kolejna ofiara, upada na zimną ziemię
Bez życia, leży wśród czerwieni krwi
Jej duch już przed bramą niebios stoi
A ona spogląda czerwienią oczu w dal
Szuka człowieka, by życie odebrać
Znalazła…
Czerń świata, zlewa się z czernią jej ubrania
Nie zauważona, podąża do niego
Człowieka, który w zaświaty odejść mam
Sekunda…
Gdy zatopiła swoje kły w szyj ofiary
Sekunda…
Gdy ten padł martwy na ziemię
Która to osoba dzisiejszej nocy?
Nie liczyła…
Napojona życiem czeka na promienie słońca
A gdy one się pojawiają
Czerń w biel się zamienia, czerwieni w błękit
Teraz na powrót jest zwykłą dziewczyną
Upaćkana w krwi, siedzi wśród martwych ciał nocnego polowania…
Kiedy bursztynowe niebo ciemnieje…
Gdy noc się z dniem mija
Ona zabija…
Czerwień krwi, błyszczy w świetle księżyca
Słychać krzyk niewinnych ofiar
Ona litości nie ma
Spragniona krwi…
Wędruje przy świetle gwiazd
Kolejna ofiara, upada na zimną ziemię
Bez życia, leży wśród czerwieni krwi
Jej duch już przed bramą niebios stoi
A ona spogląda czerwienią oczu w dal
Szuka człowieka, by życie odebrać
Znalazła…
Czerń świata, zlewa się z czernią jej ubrania
Nie zauważona, podąża do niego
Człowieka, który w zaświaty odejść mam
Sekunda…
Gdy zatopiła swoje kły w szyj ofiary
Sekunda…
Gdy ten padł martwy na ziemię
Która to osoba dzisiejszej nocy?
Nie liczyła…
Napojona życiem czeka na promienie słońca
A gdy one się pojawiają
Czerń w biel się zamienia, czerwieni w błękit
Teraz na powrót jest zwykłą dziewczyną
Upaćkana w krwi, siedzi wśród martwych ciał nocnego polowania…
Żyletka
Co we mnie jest takiego, że naprzód nie mogę posunąć się.
Stoję w miejscu, chociaż staram się i całych sił próbuje uciec.
Kieliszek już pusty,
Tabletek brakło też
I jak mam zapomnieć?
Siedzę pod ścianą i niemo patrzę w dal
W ręku trzymam żyletkę
Widzisz jak stoczyłam się?
To przez to co ludzie miłością nazywają
Bo ty mi jej nie chciałeś dać
Wciąż cię wypatrywałam
W ciemnym pokoju przy oknie siedziałam
Na ścieżce życia Ciebie dostrzec chciałam
Zawiodłeś mnie
Blask żyletki mieniącej się w słońcu oślepia mnie
I jedno pytanie które rodzi się w głowie
Czy skończyć z bólem? Czy na drugą stronę dzisiaj przejść?
Znajdą moje ciało i zanotują;
Zgon: Druga czterdzieści pięć
Ale czy warto poświęcić wszystko i odejść stąd
A moje marzenia?
Czy ja w ogóle jakieś miałam?
Przykładam żyletkę do drżącej dłoni
Naciskam i skórę przebijam
Z rany krew się wylewa
Pod powiekami czarno robi się
Czy tak wygląda śmierć?
Nie trzeźwo po raz ostatni spoglądam za okno
Tam dala nie me cię
I ostanie moje słowa:
Boże czekaj na mnie już do ciebie idę!
Stoję w miejscu, chociaż staram się i całych sił próbuje uciec.
Kieliszek już pusty,
Tabletek brakło też
I jak mam zapomnieć?
Siedzę pod ścianą i niemo patrzę w dal
W ręku trzymam żyletkę
Widzisz jak stoczyłam się?
To przez to co ludzie miłością nazywają
Bo ty mi jej nie chciałeś dać
Wciąż cię wypatrywałam
W ciemnym pokoju przy oknie siedziałam
Na ścieżce życia Ciebie dostrzec chciałam
Zawiodłeś mnie
Blask żyletki mieniącej się w słońcu oślepia mnie
I jedno pytanie które rodzi się w głowie
Czy skończyć z bólem? Czy na drugą stronę dzisiaj przejść?
Znajdą moje ciało i zanotują;
Zgon: Druga czterdzieści pięć
Ale czy warto poświęcić wszystko i odejść stąd
A moje marzenia?
Czy ja w ogóle jakieś miałam?
Przykładam żyletkę do drżącej dłoni
Naciskam i skórę przebijam
Z rany krew się wylewa
Pod powiekami czarno robi się
Czy tak wygląda śmierć?
Nie trzeźwo po raz ostatni spoglądam za okno
Tam dala nie me cię
I ostanie moje słowa:
Boże czekaj na mnie już do ciebie idę!
Piękno
Czym piękno jest dla ciebie?
Dla mnie? To coś wyjątkowego.
Czułe słówko, z głębi serca pochodzące.
Kwiaty-rosnące na łące.
Miłość-odwzajemniona
Osoba- życiowo spełniona.
Mówisz, że piękno jest osobą
Która szybko się wymyka
Jest przez lata i nagle gdzieś znika
Gdy starość do jej chatki zapuka
Pakuje walizki i dalej pomyka
Lecz dla mnie piękno to coś innego.
To cicha nadzieja, człowieka spragnionego
I drugi człowiek co pić mu daje
To poranek co codziennie mnie wita
I zmrok co me oczy zamyka
Piękno- to cudna woń pachnąca
I mała żabka co po trawie skakająca
Piękno- to natura
Szept wiatru i ta biała chmura
Piękno- to czułe gesty
Lekki uśmiech i przyjazne machniecie ręki
Mówisz że się ze mną nie zgadzasz.
I to również pięknem jest
Że potrafisz mówić co myślisz
I robisz co chcesz
…
Dla mnie? To coś wyjątkowego.
Czułe słówko, z głębi serca pochodzące.
Kwiaty-rosnące na łące.
Miłość-odwzajemniona
Osoba- życiowo spełniona.
Mówisz, że piękno jest osobą
Która szybko się wymyka
Jest przez lata i nagle gdzieś znika
Gdy starość do jej chatki zapuka
Pakuje walizki i dalej pomyka
Lecz dla mnie piękno to coś innego.
To cicha nadzieja, człowieka spragnionego
I drugi człowiek co pić mu daje
To poranek co codziennie mnie wita
I zmrok co me oczy zamyka
Piękno- to cudna woń pachnąca
I mała żabka co po trawie skakająca
Piękno- to natura
Szept wiatru i ta biała chmura
Piękno- to czułe gesty
Lekki uśmiech i przyjazne machniecie ręki
Mówisz że się ze mną nie zgadzasz.
I to również pięknem jest
Że potrafisz mówić co myślisz
I robisz co chcesz
…
niedziela, 27 września 2009
Żelazny uścisk miłości
Pytałeś mnie wczoraj ile znaczę dla ciebie
Dzisiaj nie patrzysz mi w twarz
Zgasł płomień miłości
Na rozstanie przyszedł czas
Nie spojrzałeś mi w oczy
A ja patrzyłam jak odchodzisz
Oddalałeś się
Obserwowałam twoją sylwetkę schowaną we mgle
Me ciało drżało ze strachu i żalu
Mokre łzy po policzku spływały,
Torując sobie drogę na słusznej skórze
Ktoś zapragnął bym cierpiała tam na górze
Wyciągam rękę byś złapał ją
gdy teraz spadam w przepaść, pragnę poczuć ciepło twych rąk
I miłość która nas otulała,
ciepłą pierzynką w chłodnie dni przykrywała
Sama pośród czterech ścian, nie mogę zapomnieć o tobie
Niech miną miesiące, lata i wieki
Ty nigdy nie będziesz mi daleki
W mym sercu już na zawsze pozostaniesz
Nawet wtedy gdy przed bramą niebios staniesz
Dzisiaj nie patrzysz mi w twarz
Zgasł płomień miłości
Na rozstanie przyszedł czas
Nie spojrzałeś mi w oczy
A ja patrzyłam jak odchodzisz
Oddalałeś się
Obserwowałam twoją sylwetkę schowaną we mgle
Me ciało drżało ze strachu i żalu
Mokre łzy po policzku spływały,
Torując sobie drogę na słusznej skórze
Ktoś zapragnął bym cierpiała tam na górze
Wyciągam rękę byś złapał ją
gdy teraz spadam w przepaść, pragnę poczuć ciepło twych rąk
I miłość która nas otulała,
ciepłą pierzynką w chłodnie dni przykrywała
Sama pośród czterech ścian, nie mogę zapomnieć o tobie
Niech miną miesiące, lata i wieki
Ty nigdy nie będziesz mi daleki
W mym sercu już na zawsze pozostaniesz
Nawet wtedy gdy przed bramą niebios staniesz
Gdy będzie trzeba ja pójdę za tobą
wiersz napisałam dla mojej kochanej koleżanki
Buziole dla niej ;***
Miłość
Wiele określeń o miłość słyszałam
Nie jednej definicji się nasłuchałam
Różnie porównania wysuwali;
Do kwiatów róży porównywali
Do delikatnych skrzydeł motyla
Ja jednak nie myślę tak;
Miłosny kwiat ostre kolce ma
Gdy dotniesz go, zrani twą dłoń
Będzie ranić duszę i ciało
A tobie ciągle będzie mało
Umyślnie o kolce ocierać będziesz się
Miłość to cierpienie
Ciernie-bólu zaspokojenie
Rany w duszy nigdy nie zagoją się
Mimo to ludzie nadal kochają
W tą beznadziejną chorobę popadają
Nie myślą racjonalnie, gnają ku przepaści
A gdy spadną, szukają na rany maści
Łudząc się że coś je zagoi,
Rany duszy nic nie ukoi
Lecz Oni tego nie rozumieją
Moja rana wciąż się otwiera
Ciemna krew z niej się wydziera
Ciągle zadając ból,
Zbyta silny by to wytrzymać
W takie dni ogarnia mnie nagła chęć by skonać…
Nie jednej definicji się nasłuchałam
Różnie porównania wysuwali;
Do kwiatów róży porównywali
Do delikatnych skrzydeł motyla
Ja jednak nie myślę tak;
Miłosny kwiat ostre kolce ma
Gdy dotniesz go, zrani twą dłoń
Będzie ranić duszę i ciało
A tobie ciągle będzie mało
Umyślnie o kolce ocierać będziesz się
Miłość to cierpienie
Ciernie-bólu zaspokojenie
Rany w duszy nigdy nie zagoją się
Mimo to ludzie nadal kochają
W tą beznadziejną chorobę popadają
Nie myślą racjonalnie, gnają ku przepaści
A gdy spadną, szukają na rany maści
Łudząc się że coś je zagoi,
Rany duszy nic nie ukoi
Lecz Oni tego nie rozumieją
Moja rana wciąż się otwiera
Ciemna krew z niej się wydziera
Ciągle zadając ból,
Zbyta silny by to wytrzymać
W takie dni ogarnia mnie nagła chęć by skonać…
Grzech
Płomień mej świecy gaśnie powoli
Życie ucieka wbrew mojej woli
Chcę krzyczeć, lecz dławię się krwią
Która kapie do otwartych mych rąk
Szkarłatne kolory widzę przed oczyma
Błagam o litość, czy ją otrzymam?
Zaciskam zęby, by stłumić ból
Zboczyłam z jeden z życia dróg
Oddaje się w głąb zatracenia
Wbrew samej sobie tracę wspomnienia
Zaciskam powieki by łzy nie kapały
Grzech wiąże w mym sercu supełek mały
Życie ucieka wbrew mojej woli
Chcę krzyczeć, lecz dławię się krwią
Która kapie do otwartych mych rąk
Szkarłatne kolory widzę przed oczyma
Błagam o litość, czy ją otrzymam?
Zaciskam zęby, by stłumić ból
Zboczyłam z jeden z życia dróg
Oddaje się w głąb zatracenia
Wbrew samej sobie tracę wspomnienia
Zaciskam powieki by łzy nie kapały
Grzech wiąże w mym sercu supełek mały
Nostalgia
Bezlitosny czas, znowu mnie pospiesza
Kolejne sekundy wyznacza zegar
Wskazówka skacze po jego tarczy
Tańcząc, kolejny układ, jakże podobny do poprzedniego
Do melodii która sama sobie stworzyła
Czy kiedyś się zatrzyma?
Kolejne sekundy wyznacza zegar
Wskazówka skacze po jego tarczy
Tańcząc, kolejny układ, jakże podobny do poprzedniego
Do melodii która sama sobie stworzyła
Czy kiedyś się zatrzyma?
Szczęśliwe chwile...
Niewinne uśmiechy
I czułe słówka
Maleńka pocztówka
Iskierka szczęścia pod nimi czai się
Zdjęcia na szafkach stoją
Dwie osoby na nich się uśmiechają
Pocałunki sobie przesyłają
Wzajemnie uściski oddają
W szufladzie lisy poukładane
A litery na nich napisane
Układając się w czułe wyznania
Słodkie wierszyki i ucałowania
Telefon nie odpoczywa
Tysiące sms-ów do niego wysyła
Mówiąc że tęskni
Że zobaczyć go chce
Szczęśliwe wspomnienia…
Ten pokuj przepełniają
Każda rzecz jej o nim przypomina
On taki sam pokój posiada
I czułe słówka
Maleńka pocztówka
Iskierka szczęścia pod nimi czai się
Zdjęcia na szafkach stoją
Dwie osoby na nich się uśmiechają
Pocałunki sobie przesyłają
Wzajemnie uściski oddają
W szufladzie lisy poukładane
A litery na nich napisane
Układając się w czułe wyznania
Słodkie wierszyki i ucałowania
Telefon nie odpoczywa
Tysiące sms-ów do niego wysyła
Mówiąc że tęskni
Że zobaczyć go chce
Szczęśliwe wspomnienia…
Ten pokuj przepełniają
Każda rzecz jej o nim przypomina
On taki sam pokój posiada
Ulotne chwile szczęścia
Przewrotny los, znów zmienia bieg życia
Wczoraj była szczęśliwa
Dzisiaj- nie do życia
W jednej chwili wszystko straciła
Na cmentarzu teraz jej rodzina spoczywa
Umarli nie żegnając się
Dom spłonął, a z nim wspomnienia
Już nic nie jest do zmienienia
Jako jedyna przeżyła, bo matka się za nią poświęciła
W ciemnym pokoju sama przebywa
Płacząc nad tym co straciła
I jedno pytanie sobie zadaje;
Czy coś gorszego jeszcze się stanie?
Natłok myśli żyć nie daje
Najlepiej ze sobą skończyć i wstąpić do raju
Jednak zbyt dużo do zrobienia pozostaje
To życie tak szybko się zmienia
Zostawiając tylko wspomnienia
Które najcenniejsze stajać się
Wczoraj była szczęśliwa
Dzisiaj- nie do życia
W jednej chwili wszystko straciła
Na cmentarzu teraz jej rodzina spoczywa
Umarli nie żegnając się
Dom spłonął, a z nim wspomnienia
Już nic nie jest do zmienienia
Jako jedyna przeżyła, bo matka się za nią poświęciła
W ciemnym pokoju sama przebywa
Płacząc nad tym co straciła
I jedno pytanie sobie zadaje;
Czy coś gorszego jeszcze się stanie?
Natłok myśli żyć nie daje
Najlepiej ze sobą skończyć i wstąpić do raju
Jednak zbyt dużo do zrobienia pozostaje
To życie tak szybko się zmienia
Zostawiając tylko wspomnienia
Które najcenniejsze stajać się
***
Pod osłoną nocy, gdy mrok jednym przyjacielem
Wędruje dziewczyna, która szczerość sobie ceniła
Szukając miłości, którą lata temu straciła
Była młoda i ładna, nieustannie się śmiała
On do ucha jej szeptał i miłość wyznawał
Piękną parą byli, zawsze razem-szczęśliwi
Jedna chwila gdy wszystko się zepsuło
Powiedzieli sobie przykre słowa i tak to się skończyło
I odeszli… każdy szedł już swoją stroną
Kilka dni później reporterka ogłosiła
Że dziewczyna w nocy się powiesiła
O poranku już zagubioną duszą była
Wędruje dziewczyna, która szczerość sobie ceniła
Szukając miłości, którą lata temu straciła
Była młoda i ładna, nieustannie się śmiała
On do ucha jej szeptał i miłość wyznawał
Piękną parą byli, zawsze razem-szczęśliwi
Jedna chwila gdy wszystko się zepsuło
Powiedzieli sobie przykre słowa i tak to się skończyło
I odeszli… każdy szedł już swoją stroną
Kilka dni później reporterka ogłosiła
Że dziewczyna w nocy się powiesiła
O poranku już zagubioną duszą była
sobota, 26 września 2009
Karta szczerości ...
Mała iskierka płomienia się tli…
Zgasła?
Tak. A z nią wszystkie wspomnienia, każde wspólne dni
Ostania nadzieja umiera, uderzona mieczem z żelaznych kłamstw.
Wierzyć Ci chciałam, farsy nie dostrzegałam
Którego dnia coś zauważyłam
Małe pęknięcie i krew się z rany tliła
Szczerość- to podstawa przyjaźni
Przestałam dostrzegać, nie mam już jaźni
Jak mam zaufać gdy serce tak boli
Twe kłamstwo wciąć je nożem kroi
Na wskroś przecina
Proszę Cię Boże- to moja wina
Czy słusznie postępuje zrzucając na siebie winę?
Przecież to nie ja kłamałam
Ja po prostu kogoś bliskiego mieć chciałam
Los inny plan dla mnie miał
Straciłam przyjaciół, taki jest to plan
Wśród czterech ścian sam siedzę dziś
Nie mam nikogo, jak ten ostatni na drzewie liść
Podczas mocniejszego wiatru podmuchu
Spadnie, wyląduje na puchu, który przyjaciele usłali mu
Gdybym ja spadała…
O ostre krawędzie skały bym się nadziała
Odeszłabym upaćkana w krwi
Samiutka…
Tak zamknęły by się po mnie drzwi…
Zgasła?
Tak. A z nią wszystkie wspomnienia, każde wspólne dni
Ostania nadzieja umiera, uderzona mieczem z żelaznych kłamstw.
Wierzyć Ci chciałam, farsy nie dostrzegałam
Którego dnia coś zauważyłam
Małe pęknięcie i krew się z rany tliła
Szczerość- to podstawa przyjaźni
Przestałam dostrzegać, nie mam już jaźni
Jak mam zaufać gdy serce tak boli
Twe kłamstwo wciąć je nożem kroi
Na wskroś przecina
Proszę Cię Boże- to moja wina
Czy słusznie postępuje zrzucając na siebie winę?
Przecież to nie ja kłamałam
Ja po prostu kogoś bliskiego mieć chciałam
Los inny plan dla mnie miał
Straciłam przyjaciół, taki jest to plan
Wśród czterech ścian sam siedzę dziś
Nie mam nikogo, jak ten ostatni na drzewie liść
Podczas mocniejszego wiatru podmuchu
Spadnie, wyląduje na puchu, który przyjaciele usłali mu
Gdybym ja spadała…
O ostre krawędzie skały bym się nadziała
Odeszłabym upaćkana w krwi
Samiutka…
Tak zamknęły by się po mnie drzwi…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

