piątek, 23 lipca 2010

.Zimno.


Stoję naga w promieniach zimnego słońca 

Zamarzam…
Krople deszczu stają się kwasem 
A on rani moją skórę 
Wypala w niej dziury, zabawiając krew na czarno.
Krwawię…
Przeżerane gardło nie pozwala nabrać powietrza
Duszę się…
A śmierć spogląda na mnie swoimi upiornymi oczami
Mój umysł skupia się tylko na bólu 
Chociaż powinnam się bać 
Strach odszedł, a dopiero stał u mego boku.
Umieram?
Więc co mnie czeka?
Nie potrafię wyperswadować sobie myśli, że coś przegapiła
Tracę pamięć…
Czy w godzinie śmierci nie powinno się wspominać życia?
Więc jak mam to robić, kiedy zapominam…?!
Tylko brudne lustro, oraz moje plugawe odbicie towarzyszy mi w drodze bez powrotu 
A jednak mam nadzieję, że wrócę 
Nadzieja matką głupich…
Ale umiera ostania.  

czwartek, 27 maja 2010

Deszcz...


Czekam na deszcz…

Wiem, że nadejdzie niedługo. 
Tłum gapiów, spogląda na mnie…
A ja?! Przeklęta mara! stroję na urwisku!
Chcę deszczu!...chcę by obmył mnie 
Bo w deszczu nie widać łez…

I wiem, że mam rację…
Wiem, że zaistniałam, nie w tym świecie  
Jestem marą!
Sennym koszmarem i wiem, że nie Tu moje miejsce

Więc na co moje łzy? 
Czy Bogu są one potrzebne?
Zaakceptuję sąd boski…
Tylko błagam, daj mi odpowiedź! 

I nareszcie spadam…
Lecę niczym ptak
I widzą przed oczami niebo…
Tak bezkreśnie błękitne 
Ostatnią łzę uraniam
By ona obmyła ten świat  

czwartek, 29 kwietnia 2010

Agonia


Zabrakło mi sił!

Upadałam.
I już nie potrafię wstać…
Blady blask księżyca oświeca mą agonię 

Zamknę oczy!
Sen?
To tylko widmo cierpienia
Które współgra z życiem.

Z pod zamkniętych powiek…
…cieknie łza! 
Skapała.
Jak kwas, wypaliła dziurę w moim sercu.

Boli!
Bezbronna, szukam ratunku…
Na próżno!
Nikt nie przechodzi tą ścieżką co ja…

Umrę!
Na środku brudnego chodnika…
Utonę we własnej krwi!
Czy zawołam „pomocy”?





sobota, 13 lutego 2010

Czas

Błagasz czas by się zatrzymał, by dał ci złapać w płuca trochę tchu  
On nie spełni twojej prośby, nadal kierując wskazówką zegara  
Dla niego jesteś za mała, za mała dla świata, w którym żyjesz 
Zbyt słaba by się przeciwstawić, zbyt słaba by krzyczeć

Więc nadal gnasz za czasem, biegniesz ile w nogach sił
Upadasz znowu, czując jak krew zalewa ci oczy 
Rozcięta skroń krwawi obficie, tak jaka krwawi dusza twa
Kaleka psychicznie, nie słuchasz co rozum mówi ci 

W diamentowej klatce zamknął twe uczucia 
Gdy czas odjedzie, pociągiem ludzkich dusz 
A Ty? Nie dogonisz go już.
Opadniesz z sił, zapłaczesz i wywołasz deszcz 

Zimne krople obmyją cię ze wspomnień
Upadniesz i nie wstaniesz już
Będziesz czekać na śmierć, a ona jest tuż, tuż 
Zamkniesz oczy, ukryjesz błękit ich 

Pozwolisz by tak zamknęły się po tobie drzwi
Pewnego dnia, gdy błąkać będziesz się po świcie
Zobaczysz własne „ja”
Zrozumiesz dlaczego pociąg odjechał, a ty zostałaś tylko z biletem. 

piątek, 22 stycznia 2010

Ja

Ludzie chcą widzieć na mej twarzy uśmiech 
Więc posyłam mi go
Okłamuje sama siebie, gnając na ślepo 
Przez labirynt życia, 
Wierząc że kiedyś odnajdę życia sens

Lecz któregoś dnia się postawię
Dowiedzą się, że to ja jestem ta złą
Zedrę z twarzy sztuczny uśmiech
Pokaże wszystkim swoje prawdzie „Ja”  
   

Koniec...

Wiatr szeptał wciąż, że trzeba uciekać, pośpieszał ciągle Cię 
Rozkazał zostawić Ci twoje Kochanie i ku przyszłości biec 
Ty w połowie drogi się zatrzymasz, wspomnienia nie dadzą żyć 
Będziesz cierpiał, do skończenia, będziesz cierpiał do ostatniej łzy

Zawarłeś pakt ze śmiercią, nie mając pewności czy musisz żyć 
Teraz za to zapłać, zatrać się w wieczny płacz 
Będziesz płakał czarną łzą, żądna dłoń, nie wytrze ich 
Twa dusza zostanie zabrana, a ciało pogrzebane 

Zamknij drzwi do szczęścia, a otwórz te z tę z ciemnością 
Twoje oczy niech wypełnią się chciwością 
Zagryź usta w cienką linę
Niech po brodzie stróżka krwi spłynie