Mała iskierka płomienia się tli…
Zgasła?
Tak. A z nią wszystkie wspomnienia, każde wspólne dni
Ostania nadzieja umiera, uderzona mieczem z żelaznych kłamstw.
Wierzyć Ci chciałam, farsy nie dostrzegałam
Którego dnia coś zauważyłam
Małe pęknięcie i krew się z rany tliła
Szczerość- to podstawa przyjaźni
Przestałam dostrzegać, nie mam już jaźni
Jak mam zaufać gdy serce tak boli
Twe kłamstwo wciąć je nożem kroi
Na wskroś przecina
Proszę Cię Boże- to moja wina
Czy słusznie postępuje zrzucając na siebie winę?
Przecież to nie ja kłamałam
Ja po prostu kogoś bliskiego mieć chciałam
Los inny plan dla mnie miał
Straciłam przyjaciół, taki jest to plan
Wśród czterech ścian sam siedzę dziś
Nie mam nikogo, jak ten ostatni na drzewie liść
Podczas mocniejszego wiatru podmuchu
Spadnie, wyląduje na puchu, który przyjaciele usłali mu
Gdybym ja spadała…
O ostre krawędzie skały bym się nadziała
Odeszłabym upaćkana w krwi
Samiutka…
Tak zamknęły by się po mnie drzwi…
sobota, 26 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz