
Stoję naga w promieniach zimnego słońca
Krople deszczu stają się kwasem
A on rani moją skórę
Wypala w niej dziury, zabawiając krew na czarno.
Krwawię…
Przeżerane gardło nie pozwala nabrać powietrza
Duszę się…
A śmierć spogląda na mnie swoimi upiornymi oczami
Mój umysł skupia się tylko na bólu
Chociaż powinnam się bać
Strach odszedł, a dopiero stał u mego boku.
Umieram?
Więc co mnie czeka?
Nie potrafię wyperswadować sobie myśli, że coś przegapiła
Tracę pamięć…
Czy w godzinie śmierci nie powinno się wspominać życia?
Więc jak mam to robić, kiedy zapominam…?!
Tylko brudne lustro, oraz moje plugawe odbicie towarzyszy mi w drodze bez powrotu
A jednak mam nadzieję, że wrócę
Nadzieja matką głupich…
Ale umiera ostania.

