Co we mnie jest takiego, że naprzód nie mogę posunąć się.
Stoję w miejscu, chociaż staram się i całych sił próbuje uciec.
Kieliszek już pusty,
Tabletek brakło też
I jak mam zapomnieć?
Siedzę pod ścianą i niemo patrzę w dal
W ręku trzymam żyletkę
Widzisz jak stoczyłam się?
To przez to co ludzie miłością nazywają
Bo ty mi jej nie chciałeś dać
Wciąż cię wypatrywałam
W ciemnym pokoju przy oknie siedziałam
Na ścieżce życia Ciebie dostrzec chciałam
Zawiodłeś mnie
Blask żyletki mieniącej się w słońcu oślepia mnie
I jedno pytanie które rodzi się w głowie
Czy skończyć z bólem? Czy na drugą stronę dzisiaj przejść?
Znajdą moje ciało i zanotują;
Zgon: Druga czterdzieści pięć
Ale czy warto poświęcić wszystko i odejść stąd
A moje marzenia?
Czy ja w ogóle jakieś miałam?
Przykładam żyletkę do drżącej dłoni
Naciskam i skórę przebijam
Z rany krew się wylewa
Pod powiekami czarno robi się
Czy tak wygląda śmierć?
Nie trzeźwo po raz ostatni spoglądam za okno
Tam dala nie me cię
I ostanie moje słowa:
Boże czekaj na mnie już do ciebie idę!
wtorek, 29 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz