wtorek, 29 września 2009

Żyletka

Co we mnie jest takiego, że naprzód nie mogę posunąć się.
Stoję w miejscu, chociaż staram się i całych sił próbuje uciec.
Kieliszek już pusty,
Tabletek brakło też 
I jak mam zapomnieć?  
 Siedzę pod ścianą i niemo patrzę w dal 
W ręku trzymam żyletkę 

Widzisz jak stoczyłam się? 
To przez to co ludzie miłością nazywają
Bo ty mi jej nie chciałeś dać
Wciąż cię wypatrywałam 
W ciemnym pokoju przy oknie siedziałam
Na ścieżce życia Ciebie dostrzec chciałam
Zawiodłeś mnie 

Blask żyletki mieniącej się w słońcu oślepia mnie
I jedno pytanie które rodzi się w głowie
Czy skończyć z bólem? Czy na drugą stronę dzisiaj przejść?
Znajdą moje ciało i zanotują;
Zgon: Druga czterdzieści pięć
Ale czy warto poświęcić wszystko i odejść stąd
A moje marzenia?
Czy ja w ogóle jakieś miałam?

Przykładam żyletkę do drżącej dłoni 
Naciskam i skórę przebijam
Z rany krew się wylewa 
Pod powiekami czarno robi się
Czy tak wygląda śmierć? 
Nie trzeźwo po raz ostatni spoglądam za okno 
Tam dala nie me cię 
I ostanie moje słowa:
Boże czekaj na mnie już do ciebie idę!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz