wtorek, 29 września 2009

~***~

Trzask drzwi przeraźliwie rozniósł się po okolicy 
A ciche łkanie zostało przez niego stłumione

~.~.~.~ 

Przed małym domkiem dziewczyna siedziała
Cicho łkała 
Z pozoru normalną osobą była 
Która miłości nie doświadczyła
Lecz psychicznie kaleka jest

Ręce pocięte- od łokci w dół 
Kochała ten ból i widok krwi, która tak kusząco się lśni
Przy blasku księżyca zawsze to robiła
Płakała i się szpeciła 
Żyleta swe zadanie spełniała, 
cięła skórę, a krew wypływała
Słone łzy na rany kawały, piekły-ale nie zabijały

Kilka lat to trwało, 
Do momentu aż naprawdę zabolało 
Brak miłości i ciągłe pogardzanie
Oraz codzienne morze łez wylewanie 
Skłoniło do czynu niewybaczalnego 

Pewnej nocy za mocno na żyletkę nacisnęła 
W ten sposób swój żywot zakończyła 
Dziewczyna…
…która marzeń stos posiadała 
Za maską obojętności, uśmiech ukrywała

Na białym dywanie duża krwi plama 
Tak odeszła, już więcej nie cierpiała
Ta kałuża krwi po niej pozostała 
Nic więcej, jedynie krwi plama…  

Wampir

Kiedy słońce już na krańcu horyzontu znajduje się… 
Kiedy bursztynowe niebo ciemnieje…

Gdy noc się z dniem mija 
Ona zabija… 
Czerwień krwi, błyszczy w świetle księżyca 
Słychać krzyk niewinnych ofiar

Ona litości nie ma
Spragniona krwi…
Wędruje przy świetle gwiazd


Kolejna ofiara, upada na zimną ziemię 
Bez życia, leży wśród czerwieni krwi 
Jej duch już przed bramą niebios stoi 

A ona spogląda czerwienią oczu w dal
Szuka człowieka, by życie odebrać 
Znalazła…

Czerń świata, zlewa się z czernią jej ubrania 
Nie zauważona, podąża do niego 
Człowieka, który w zaświaty odejść mam 

Sekunda…
Gdy zatopiła swoje kły w szyj ofiary 
Sekunda…
Gdy ten padł martwy na ziemię 

Która to osoba dzisiejszej nocy?
Nie liczyła…

Napojona życiem czeka na promienie słońca
A gdy one się pojawiają 
Czerń w biel się zamienia, czerwieni w błękit 

Teraz na powrót jest zwykłą dziewczyną
Upaćkana w krwi, siedzi wśród martwych ciał nocnego polowania…

Żyletka

Co we mnie jest takiego, że naprzód nie mogę posunąć się.
Stoję w miejscu, chociaż staram się i całych sił próbuje uciec.
Kieliszek już pusty,
Tabletek brakło też 
I jak mam zapomnieć?  
 Siedzę pod ścianą i niemo patrzę w dal 
W ręku trzymam żyletkę 

Widzisz jak stoczyłam się? 
To przez to co ludzie miłością nazywają
Bo ty mi jej nie chciałeś dać
Wciąż cię wypatrywałam 
W ciemnym pokoju przy oknie siedziałam
Na ścieżce życia Ciebie dostrzec chciałam
Zawiodłeś mnie 

Blask żyletki mieniącej się w słońcu oślepia mnie
I jedno pytanie które rodzi się w głowie
Czy skończyć z bólem? Czy na drugą stronę dzisiaj przejść?
Znajdą moje ciało i zanotują;
Zgon: Druga czterdzieści pięć
Ale czy warto poświęcić wszystko i odejść stąd
A moje marzenia?
Czy ja w ogóle jakieś miałam?

Przykładam żyletkę do drżącej dłoni 
Naciskam i skórę przebijam
Z rany krew się wylewa 
Pod powiekami czarno robi się
Czy tak wygląda śmierć? 
Nie trzeźwo po raz ostatni spoglądam za okno 
Tam dala nie me cię 
I ostanie moje słowa:
Boże czekaj na mnie już do ciebie idę!  

Piękno

Czym piękno jest dla ciebie?
Dla mnie? To coś wyjątkowego.
Czułe słówko, z głębi serca pochodzące.
Kwiaty-rosnące na łące.
Miłość-odwzajemniona 
Osoba- życiowo spełniona.

Mówisz, że piękno jest osobą
Która szybko się wymyka
Jest przez lata i nagle gdzieś znika 
Gdy starość do jej chatki zapuka 
Pakuje walizki i dalej pomyka

Lecz dla mnie piękno to coś innego.
To cicha nadzieja, człowieka spragnionego 
I drugi człowiek co pić mu daje
To poranek co codziennie mnie wita 
I zmrok co me oczy zamyka 

Piękno- to cudna woń pachnąca
I mała żabka co po trawie skakająca
Piękno- to natura 
Szept wiatru i ta biała chmura 
Piękno- to czułe gesty
Lekki uśmiech i przyjazne machniecie ręki

Mówisz że się ze mną nie zgadzasz.
I to również pięknem jest
Że potrafisz mówić co myślisz 
I robisz co chcesz 

…  

niedziela, 27 września 2009

Żelazny uścisk miłości

Pytałeś mnie wczoraj ile znaczę dla ciebie 
Dzisiaj nie patrzysz mi w twarz 
Zgasł płomień miłości 
Na rozstanie przyszedł czas 
Nie spojrzałeś mi w oczy 
A ja patrzyłam jak odchodzisz 
Oddalałeś się
Obserwowałam twoją sylwetkę schowaną we mgle
Me ciało drżało ze strachu i żalu 
Mokre łzy po policzku spływały, 
Torując sobie drogę na słusznej skórze  
Ktoś zapragnął bym cierpiała tam na górze 

Wyciągam rękę byś złapał ją
gdy teraz spadam w przepaść, pragnę poczuć ciepło twych rąk
I miłość która nas otulała, 
ciepłą pierzynką w chłodnie dni przykrywała 
Sama pośród czterech ścian, nie mogę zapomnieć o tobie 
Niech miną miesiące, lata i wieki 
Ty nigdy nie będziesz mi daleki 
W mym sercu już na zawsze pozostaniesz
Nawet wtedy gdy przed bramą niebios staniesz

Gdy będzie trzeba ja pójdę za tobą

wiersz napisałam dla mojej kochanej koleżanki 

Buziole dla niej ;***

Miłość

Wiele określeń o miłość słyszałam 
Nie jednej definicji się nasłuchałam 
Różnie porównania wysuwali;
Do kwiatów róży porównywali 
Do delikatnych skrzydeł motyla 

Ja jednak nie myślę tak; 
Miłosny kwiat ostre kolce ma 
Gdy dotniesz go, zrani twą dłoń
Będzie ranić duszę i ciało
A tobie ciągle będzie mało
Umyślnie o kolce ocierać będziesz się

Miłość to cierpienie
Ciernie-bólu zaspokojenie
Rany w duszy nigdy nie zagoją się 
Mimo to ludzie nadal kochają
W tą beznadziejną chorobę popadają  

Nie myślą racjonalnie, gnają ku przepaści 
A gdy spadną, szukają na rany maści
Łudząc się że coś je zagoi, 
Rany duszy nic nie ukoi
Lecz Oni tego nie rozumieją  

Moja rana wciąż się otwiera 
Ciemna krew z niej się wydziera 
Ciągle zadając ból, 
Zbyta silny by to wytrzymać
W takie dni ogarnia mnie nagła chęć by skonać…

Grzech

Płomień mej świecy gaśnie powoli 
Życie ucieka wbrew mojej woli
Chcę krzyczeć, lecz dławię się krwią
Która kapie do otwartych mych rąk 

Szkarłatne kolory widzę przed oczyma
Błagam o litość, czy ją otrzymam?
Zaciskam zęby, by stłumić ból
Zboczyłam z jeden z życia dróg 

Oddaje się w głąb zatracenia 
Wbrew samej sobie tracę wspomnienia 
Zaciskam powieki by łzy nie kapały
Grzech wiąże w mym sercu supełek mały  

Nostalgia

Bezlitosny czas, znowu mnie pospiesza 
Kolejne sekundy wyznacza zegar
Wskazówka skacze po jego tarczy 
Tańcząc, kolejny układ, jakże podobny do poprzedniego  
Do melodii która sama sobie stworzyła
Czy kiedyś się zatrzyma?

Szczęśliwe chwile...

Niewinne uśmiechy
I czułe słówka
Maleńka pocztówka
Iskierka szczęścia pod nimi czai się

Zdjęcia na szafkach stoją
Dwie osoby na nich się uśmiechają
Pocałunki sobie przesyłają
Wzajemnie uściski oddają

W szufladzie lisy poukładane
A litery na nich napisane
Układając się w czułe wyznania
Słodkie wierszyki i ucałowania

Telefon nie odpoczywa
Tysiące sms-ów do niego wysyła
Mówiąc że tęskni
Że zobaczyć go chce

Szczęśliwe wspomnienia…
Ten pokuj przepełniają
Każda rzecz jej o nim przypomina
On taki sam pokój posiada

Ulotne chwile szczęścia

Przewrotny los, znów zmienia bieg życia
Wczoraj była szczęśliwa
Dzisiaj- nie do życia

W jednej chwili wszystko straciła 
Na cmentarzu teraz jej rodzina spoczywa
Umarli nie żegnając się

Dom spłonął, a z nim wspomnienia
Już nic nie jest do zmienienia 
Jako jedyna przeżyła, bo matka się za nią poświęciła

W ciemnym pokoju sama przebywa
 Płacząc nad tym co straciła
I jedno pytanie sobie zadaje;

Czy coś gorszego jeszcze się stanie?  

Natłok myśli żyć nie daje 
Najlepiej ze sobą skończyć i wstąpić do raju 
Jednak zbyt dużo do zrobienia pozostaje

To życie tak szybko się zmienia 
Zostawiając tylko wspomnienia 
Które najcenniejsze stajać się  

***

Pod osłoną nocy, gdy mrok jednym przyjacielem
Wędruje dziewczyna, która szczerość sobie ceniła
Szukając miłości, którą lata temu straciła 

Była młoda i ładna, nieustannie się śmiała 
On do ucha jej szeptał i miłość wyznawał
Piękną parą byli, zawsze razem-szczęśliwi 

Jedna chwila gdy wszystko się zepsuło
Powiedzieli sobie przykre słowa i tak to się skończyło 
I odeszli… każdy szedł już swoją stroną 

Kilka dni później reporterka ogłosiła
Że dziewczyna w nocy się powiesiła 
O poranku już zagubioną duszą była  

sobota, 26 września 2009

Karta szczerości ...

Mała iskierka płomienia się tli…
Zgasła?
Tak. A z nią wszystkie wspomnienia, każde wspólne dni
Ostania nadzieja umiera, uderzona mieczem z żelaznych kłamstw.

Wierzyć Ci chciałam, farsy nie dostrzegałam
Którego dnia coś zauważyłam
Małe pęknięcie i krew się z rany tliła
Szczerość- to podstawa przyjaźni 
Przestałam dostrzegać, nie mam już jaźni

Jak mam zaufać gdy serce tak boli
Twe kłamstwo wciąć je nożem kroi
Na wskroś przecina
Proszę Cię Boże- to moja wina

Czy słusznie postępuje zrzucając na siebie winę? 
Przecież to nie ja kłamałam 
Ja po prostu kogoś bliskiego mieć chciałam 
Los inny plan dla mnie miał 
Straciłam przyjaciół, taki jest to plan

Wśród czterech ścian sam siedzę dziś 
Nie mam nikogo, jak ten ostatni na drzewie liść 
Podczas mocniejszego wiatru podmuchu 
Spadnie, wyląduje na puchu, który przyjaciele usłali mu
Gdybym ja spadała…
O ostre krawędzie skały bym się nadziała
Odeszłabym upaćkana w krwi 
Samiutka…
Tak zamknęły by się po mnie drzwi…